Przechadzałem się uliczkami po Ikkeburo. Po czym czuje jak ktoś tyknął mnie w bok.
- Tryk, tryk, tryk... - wtórował sobie czarnowłosy mężczyzna i trykał mnie dalej. Odwróciłem się zirytowany.
- Izaya...! Czy ty kiedyś zrozumiesz, że zadarłeś nie z tą osobą co trzeba?
- Pac! - pacnął mnie jakąś czapką w twarz. - Pac, pac, pac, pac...
Zabije gościa. Ja zaraz nie wytrzymam.
- Izaya... - zacząłem.
BRZDĘK!
Poczułem jak turlam się po ziemi i wpieprzam się w wielki kontener na śmieci. Gdy się od ocknąłem nikogo nie było.
- I-ZA-YAA!!!
- Tryk, tryk, tryk... - wtórował sobie czarnowłosy mężczyzna i trykał mnie dalej. Odwróciłem się zirytowany.
- Izaya...! Czy ty kiedyś zrozumiesz, że zadarłeś nie z tą osobą co trzeba?
- Pac! - pacnął mnie jakąś czapką w twarz. - Pac, pac, pac, pac...
Zabije gościa. Ja zaraz nie wytrzymam.
- Izaya... - zacząłem.
BRZDĘK!
Poczułem jak turlam się po ziemi i wpieprzam się w wielki kontener na śmieci. Gdy się od ocknąłem nikogo nie było.
- I-ZA-YAA!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz