14 luty 2016 rok Walentynki
Nie ma to jak walentynki, nie? Jeżeli ktoś ma z kim je obchodzić! Shadow jak zwykle wbiła do mnie na chatę o Bóg wie której godzinie i się cieszy. Na dobór złego nie przyniosła prowiantu, a u mnie pustki.
Usiadłyśmy u mnie w pokoju na łóżku i zaczęłyśmy gapić się na siebie po czym wybuchnęłyśmy rechoczym śmiechem. Po chwili spadłyśmy na podłogę.
- Frost... - zaczęła dziewczyna doprowadzając się do porządku.
- Co?! - warknęłam wstając i sięgając do szafy po ubranie.
- Masz coś słodkiego...? - spytała leniwie wyczłapując się z pokoju pod schody prowadzące na dół do kuchni.
- Nie sądzę, ale zaraz sprawdzę. - odpowiedziałam zakładając czarne dresy i koszulkę z pumy. Ominęłam leżącą, chyba martwą brunetkę w przejściu i zbiegłam na dół po schodach. Zajrzałam do szuflady i wyjęłam z nich 5 paczek piegusków.
- Mam ciastka! - krzyknęłam do Shadow, która nadal leżała na podłodze.
- Ooo... Nie ma czekolady? - spytała z nadzieją w głosie. Przeszperałam dokładnie szufladę, ale po czekoladzie ani śladu.
- Nie, tylko ciastka! - odpowiedziałam.
- No dobra, ale choć już...
Wzięłam pod pachę 3 opakowania i poszłam na górę. Resztę ciastek zostawię dla siebie.
- Słodkie... Słodkie... - mruczała jak zombie czołgając się za mną do pokoju. Rzuciłam jej paczkę ciastek, a one odbiły się od jej głowy i spadły jej tuż przed nos. Ja usiadłam na krześle przy biurku i otworzyłam swoje pieguski. Włączyłam komputer i sięgnęłam po ciastko. Wzięłam jeden gryz, drugi, i trzeci... po ciasteczku.
- Co robimy? - spytała Shadow siedząc na łóżku wtranżalając ciastka jedno po drugim.
- Eh... - westchnęłam spoglądając za okno balkonowe z zakurzonymi różowymi żaluzjami. - Fajnie byłoby potarzać się w śniegu...- rozmarzyłam się jak na mnie przystało.
- Ale jak widzisz go nie ma. - warknęła krótkowłosa i zwlekła się z łóżka i usiadła na krześle obok mnie.
- Patrz. - wskazała na laptopa. - Włączył się. Jakie masz hasło? - spytała przymierzając się do klawiatury.
- A czego jest dzisiaj święto?
- Miłości... - zaczęła wystukiwać literki.
- Ale po angielsku. - dodałam uśmiechając się pod nosem.
- No wiesz co... Wredna jesteś. - bąknęła kasując pin. - Wiesz ile mnie to wysiłku kosztuje? - marudziła wpisując hasło.
- Tak wiem,wiem. - przytaknęłam.
- Już. I co teraz?
- Czekamy, aż się odpali.
- A ile to będzie trwać?
- Chwilę. A co chcesz z nim zrobić?
- Chcę poszperać w internetach nad tą twoją peruką na Shizusia.
- Dla mnie?
- Mhm... - mruknęła klikając coś na telefonie. - Mogę coś puścić, bo trochę nudno bez muzyki.
- Spoko. - gdy odpowiedziałam Shadow puściła piosenkę "My demons" Starset. Uwielbiam.
Kiedy komputer aktywował się próbowałyśmy wejść na Google, ale wi-fi nie działało. Poszłam sprawdzić. Okazało się, że mój kochany ojczulek wyłączył internet na czas walentynek. Zajebiście.
- Ej... A może pojedziemy do Yatty? - wysunęła pytanie my friend.
- To dobry pomysł! Idziemy!
Wzięłyśmy kasę i wyszłyśmy z domu. Wsiadłyśmy w tramwaj i pojechałyśmy pod metro. Po pół godzinie byłyśmy w centrum. Szłyśmy ulicą Chmielną i zatrzymałyśmy się na pączki z toffi. Nie było. Pech. Przeszłyśmy kolejne 100 metrów i doszłyśmy do Yatty. Stanęłyśmy pod sklepem wgapiając się w tabliczkę na drzwiach, na których widniał różowy napis: "W walentynki nieczynne". Myślałam, że eksploduje.
- Pech. - oznajmiła Shadow i ruszyła w powrotną stronę.
- Jesteśmy głupie... - warknęłam człapiąc za moją przyjaciółką.
- I kto tu jest głupszy? - odwarknęła znudzona dziewczyna spoglądając na mnie kątem oka.
- Wiesz przecież, że nie było internetu... A po za tym to był twój pomysł!
- Nie wydzieraj się tak, bo mi bębenki pękną. - bąknęła i wsadziła mi do buzi ciastko, które wzięła z domu.
- Whale he nhe wyheram - mówiłam żując ciastko.
- Sorry... Ale nic nie rozumiem. I dobrze, bo jest teraz ciszej.
- Phe! - wyplułam pieguska. - Jak to "ciszej"? Jesteśmy na ulicy pełnej ludzi i samochodów. Jakim cudem ma być ciszej?!
- Przestań kłapać dziobem i słuchaj. - wsadziła mi do buzi kolejne ciastko. - Wracamy do Ciebie bez żadnych zbędnych sporów, jasne?
- Jasne. - posłusznie odpowiedziałam, bo wiedziałam, że mogę oberwać glanem.
Gdy wróciłyśmy do domu położyłam się na kanapie i zamknęłam oczy. Nagle usłyszałam dziwne dźwięki z mojego pokoju.
- Shadow... Słyszysz to? Czy to... jęki? - wymieniłyśmy się wzrokiem i ruszyłyśmy biegiem na górę do mojego pokoju. Wparowałyśmy do środka z hukiem. Na łóżku leżał Izaya Orihara, a nad nim Shizuo Heiwajima. Czy oni chcą uprawiać SEKS w moim łóżku? A na dodatek to jeszcze jak oni kurwa dostali się TU? Mając na myśli "tu" jest ziemia, realny świat. To są postaci z anime! Jak ,oni, kurwa, tu... eh?!
Po chwili Shizuo popatrzył się na mnie z rządzą mordu w oczach. Wzdrygnęłam się na myśl co on chce mi zrobić.
- Wow... - Shadow podeszła do nich bliżej i uklęknęła przed łóżkiem z wytrzeszczem. O mało jej gałki nie wyskoczyły z oczodołów. - Czy wy teraz robicie te niegrzeczne rzeczy, o których teraz myślę? - spytała zafascynowana. Izaya spojrzał się na brunetkę.
- Tak. - odpowiedział czarnowłosy.
- Zamknij się. - warknął Shizou na swojego "kolegę".
- Ej! Nie odzywaj się tak do Izayi-san. - powiedziała oburzona dziewczyna i wstała. Zamachnęła się i dała z liścia Shizusiowi.
- Ej! Zostaw mojego Shizuo w spokoju. - poderwałam się odpychając Shadow od blondyna.
- To on się dobierał do mojego Izayi. - powiedziała speszona.
- Ale czy właśnie o to nie chodzi?
- Oo... To dobry plan. - przytaknęła.
Podeszłam do Shizuo i nachyliłam się nad nim.
- Czy moglibyście z okazji walentynek porobić niegrzeczne rzeczy dla nas? Proszę. - szepnęłam mu do ucha.
Blondyn zdjął swoje okulary i wsadził mi je na nos.
- Myślę, że da się zrobić. - mruknął i rzucił się na Izayę.
- Frooooost!!!!!!!!!!!!!! - usłyszałam krzyk przyjaciółki i otworzyłam oczy. Poderwałam się z kanapy i zaczęłam rozglądać się dookoła. - Frosty... Czy coś się stało? - spytała dziewczyna podchodząc do mnie i przyłożyła rękę do mojego czoła. - Masz gorączkę. Cała jesteś rozpalona.
- Byli tu.
- Kto?
- No Shizuo i Izaya. Mieli uprawiać seks. W moim pokoju! - krzyczałam zdezorientowana.
- Co ty pierdzielisz? - pytała zdziwiona i złapała mnie za ramię. - Musisz się położyć. Przez te walentynki wszyscy powariowali. - usiadłyśmy na kanapie i puściłyśmy jakiś horror wżerając ciastka, ale nadal nie mogę uwierzyć, że to był tylko sen!
Kurna... Co to były za walentynki?!
Nie ma to jak walentynki, nie? Jeżeli ktoś ma z kim je obchodzić! Shadow jak zwykle wbiła do mnie na chatę o Bóg wie której godzinie i się cieszy. Na dobór złego nie przyniosła prowiantu, a u mnie pustki.
Usiadłyśmy u mnie w pokoju na łóżku i zaczęłyśmy gapić się na siebie po czym wybuchnęłyśmy rechoczym śmiechem. Po chwili spadłyśmy na podłogę.
- Frost... - zaczęła dziewczyna doprowadzając się do porządku.
- Co?! - warknęłam wstając i sięgając do szafy po ubranie.
- Masz coś słodkiego...? - spytała leniwie wyczłapując się z pokoju pod schody prowadzące na dół do kuchni.
- Nie sądzę, ale zaraz sprawdzę. - odpowiedziałam zakładając czarne dresy i koszulkę z pumy. Ominęłam leżącą, chyba martwą brunetkę w przejściu i zbiegłam na dół po schodach. Zajrzałam do szuflady i wyjęłam z nich 5 paczek piegusków.
- Mam ciastka! - krzyknęłam do Shadow, która nadal leżała na podłodze.
- Ooo... Nie ma czekolady? - spytała z nadzieją w głosie. Przeszperałam dokładnie szufladę, ale po czekoladzie ani śladu.
- Nie, tylko ciastka! - odpowiedziałam.
- No dobra, ale choć już...
Wzięłam pod pachę 3 opakowania i poszłam na górę. Resztę ciastek zostawię dla siebie.
- Słodkie... Słodkie... - mruczała jak zombie czołgając się za mną do pokoju. Rzuciłam jej paczkę ciastek, a one odbiły się od jej głowy i spadły jej tuż przed nos. Ja usiadłam na krześle przy biurku i otworzyłam swoje pieguski. Włączyłam komputer i sięgnęłam po ciastko. Wzięłam jeden gryz, drugi, i trzeci... po ciasteczku.
- Co robimy? - spytała Shadow siedząc na łóżku wtranżalając ciastka jedno po drugim.
- Eh... - westchnęłam spoglądając za okno balkonowe z zakurzonymi różowymi żaluzjami. - Fajnie byłoby potarzać się w śniegu...- rozmarzyłam się jak na mnie przystało.
- Ale jak widzisz go nie ma. - warknęła krótkowłosa i zwlekła się z łóżka i usiadła na krześle obok mnie.
- Patrz. - wskazała na laptopa. - Włączył się. Jakie masz hasło? - spytała przymierzając się do klawiatury.
- A czego jest dzisiaj święto?
- Miłości... - zaczęła wystukiwać literki.
- Ale po angielsku. - dodałam uśmiechając się pod nosem.
- No wiesz co... Wredna jesteś. - bąknęła kasując pin. - Wiesz ile mnie to wysiłku kosztuje? - marudziła wpisując hasło.
- Tak wiem,wiem. - przytaknęłam.
- Już. I co teraz?
- Czekamy, aż się odpali.
- A ile to będzie trwać?
- Chwilę. A co chcesz z nim zrobić?
- Chcę poszperać w internetach nad tą twoją peruką na Shizusia.
- Dla mnie?
- Mhm... - mruknęła klikając coś na telefonie. - Mogę coś puścić, bo trochę nudno bez muzyki.
- Spoko. - gdy odpowiedziałam Shadow puściła piosenkę "My demons" Starset. Uwielbiam.
Kiedy komputer aktywował się próbowałyśmy wejść na Google, ale wi-fi nie działało. Poszłam sprawdzić. Okazało się, że mój kochany ojczulek wyłączył internet na czas walentynek. Zajebiście.
- Ej... A może pojedziemy do Yatty? - wysunęła pytanie my friend.
- To dobry pomysł! Idziemy!
Wzięłyśmy kasę i wyszłyśmy z domu. Wsiadłyśmy w tramwaj i pojechałyśmy pod metro. Po pół godzinie byłyśmy w centrum. Szłyśmy ulicą Chmielną i zatrzymałyśmy się na pączki z toffi. Nie było. Pech. Przeszłyśmy kolejne 100 metrów i doszłyśmy do Yatty. Stanęłyśmy pod sklepem wgapiając się w tabliczkę na drzwiach, na których widniał różowy napis: "W walentynki nieczynne". Myślałam, że eksploduje.
- Pech. - oznajmiła Shadow i ruszyła w powrotną stronę.
- Jesteśmy głupie... - warknęłam człapiąc za moją przyjaciółką.
- I kto tu jest głupszy? - odwarknęła znudzona dziewczyna spoglądając na mnie kątem oka.
- Wiesz przecież, że nie było internetu... A po za tym to był twój pomysł!
- Nie wydzieraj się tak, bo mi bębenki pękną. - bąknęła i wsadziła mi do buzi ciastko, które wzięła z domu.
- Whale he nhe wyheram - mówiłam żując ciastko.
- Sorry... Ale nic nie rozumiem. I dobrze, bo jest teraz ciszej.
- Phe! - wyplułam pieguska. - Jak to "ciszej"? Jesteśmy na ulicy pełnej ludzi i samochodów. Jakim cudem ma być ciszej?!
- Przestań kłapać dziobem i słuchaj. - wsadziła mi do buzi kolejne ciastko. - Wracamy do Ciebie bez żadnych zbędnych sporów, jasne?
- Jasne. - posłusznie odpowiedziałam, bo wiedziałam, że mogę oberwać glanem.
Gdy wróciłyśmy do domu położyłam się na kanapie i zamknęłam oczy. Nagle usłyszałam dziwne dźwięki z mojego pokoju.
- Shadow... Słyszysz to? Czy to... jęki? - wymieniłyśmy się wzrokiem i ruszyłyśmy biegiem na górę do mojego pokoju. Wparowałyśmy do środka z hukiem. Na łóżku leżał Izaya Orihara, a nad nim Shizuo Heiwajima. Czy oni chcą uprawiać SEKS w moim łóżku? A na dodatek to jeszcze jak oni kurwa dostali się TU? Mając na myśli "tu" jest ziemia, realny świat. To są postaci z anime! Jak ,oni, kurwa, tu... eh?!
Po chwili Shizuo popatrzył się na mnie z rządzą mordu w oczach. Wzdrygnęłam się na myśl co on chce mi zrobić.
- Wow... - Shadow podeszła do nich bliżej i uklęknęła przed łóżkiem z wytrzeszczem. O mało jej gałki nie wyskoczyły z oczodołów. - Czy wy teraz robicie te niegrzeczne rzeczy, o których teraz myślę? - spytała zafascynowana. Izaya spojrzał się na brunetkę.
- Tak. - odpowiedział czarnowłosy.
- Zamknij się. - warknął Shizou na swojego "kolegę".
- Ej! Nie odzywaj się tak do Izayi-san. - powiedziała oburzona dziewczyna i wstała. Zamachnęła się i dała z liścia Shizusiowi.
- Ej! Zostaw mojego Shizuo w spokoju. - poderwałam się odpychając Shadow od blondyna.
- To on się dobierał do mojego Izayi. - powiedziała speszona.
- Ale czy właśnie o to nie chodzi?
- Oo... To dobry plan. - przytaknęła.
Podeszłam do Shizuo i nachyliłam się nad nim.
- Czy moglibyście z okazji walentynek porobić niegrzeczne rzeczy dla nas? Proszę. - szepnęłam mu do ucha.
Blondyn zdjął swoje okulary i wsadził mi je na nos.
- Myślę, że da się zrobić. - mruknął i rzucił się na Izayę.
- Frooooost!!!!!!!!!!!!!! - usłyszałam krzyk przyjaciółki i otworzyłam oczy. Poderwałam się z kanapy i zaczęłam rozglądać się dookoła. - Frosty... Czy coś się stało? - spytała dziewczyna podchodząc do mnie i przyłożyła rękę do mojego czoła. - Masz gorączkę. Cała jesteś rozpalona.
- Byli tu.
- Kto?
- No Shizuo i Izaya. Mieli uprawiać seks. W moim pokoju! - krzyczałam zdezorientowana.
- Co ty pierdzielisz? - pytała zdziwiona i złapała mnie za ramię. - Musisz się położyć. Przez te walentynki wszyscy powariowali. - usiadłyśmy na kanapie i puściłyśmy jakiś horror wżerając ciastka, ale nadal nie mogę uwierzyć, że to był tylko sen!
Kurna... Co to były za walentynki?!